niedziela, 7 kwietnia 2013

I wanna save your heart tonight - Rozdział 18

- Hej, gdzie poszedł James? – spytałam, kiedy wszyscy uspokoiliśmy się po żarcie Niall’a.
Zayn delikatnie gładził mnie po plecach, przez po moim ciele rozeszły się przyjemne dreszcze. Strasznie mnie to rozpraszało.
-  Poszedł do toalety. – powiedział Louis poprawiając się na kanapie.
- Ale tak długo? – zdziwiłam się.
Coś mi tu nie grało. Akurat wtedy, kiedy Sara opuściła nasze towarzystwo, gdyż źle się poczuła, jemu przypomniało się, że chce mu się do toalety. Nie wiem, może mam paranoje, ale wydawało mi się, że James przez cały czas nie spuszczał wzroku z mojej przyjaciółki. Do tego mam wrażenie, że tylko ja to zauważyłam, no i oczywiście Sara. Jestem pewna, że wcale nie poczuła się źle, tylko miała dość spojrzeń tego dziwaka. W sumie, nie dziwię jej się. Czułam to samo, za każdym razem, kiedy jego wzrok kierował się na moją osobę.
- Co w tym dziwnego? To facet. – zaśmiał się Tommo, a reszta również zaczęła chichotać.
Zmarszczyłam nos, patrząc na nich z obrzydzeniem. Boże z kim ja się zadaję? Chyba zwariowałam. Ale serio. Czy tylko ja czuję jakiś dziwny niepokój? Naprawdę mam wrażenie, że coś jest nie tak, jak być powinno.
W tym momencie naszych uszu doszedł głośny huk, dobiegający z piętra domu. Brzmiało to jak tłuczone szkoło i coś jeszcze, ale ciężko mi to określić. W każdym razie, tak mnie to przestraszyło, że aż podskoczyłam na kolanach mojego chłopaka. Wszyscy spojrzeliśmy po sobie zszokowani. Mój niepokój stał się jeszcze większy.
Louis jako pierwszy zerwał się z kanapy i ruszył ku schodom, mrucząc pod nosem jakieś przekleństwo. Zerknęłam na Malika, a następnie szybko podniosłam się na równe nogi i podążyłam za Tomlinsonem. Chyba obydwoje baliśmy się, że Sara mogła zrobić coś głupiego.
Gdy znaleźliśmy się na piętrze i w miarę spokojnie kroczyliśmy w stronę sypialni Lou i Sary, nagle po korytarzu rozniósł się potworny krzyk, wydobywający właśnie z tego pokoju, do którego zmierzaliśmy. Nie zdążyłam nawet mrugnąć, a Louis już dopadł drzwi i otworzył je gwałtownie. Szybko podbiegłam do chłopaka i wyjrzałam mu przez ramię, gdyż zasłaniał mi widok. Obraz przed moimi oczami był tak potworny, że aż zrobiło mi się słabo. Wiem, że długo nie wymarzę tego z pamięci.
James – ten obrzydliwy sukinsyn, który od początku mi się nie podobał – klęczał nad moją przyjaciółką i próbował ją rozebrać, jednocześnie mocując się z zamkiem swoich spodni. Sara wyglądała, jakby była nieprzytomna, jednak widziałam, jak jej ciało drga delikatnie, gdyż ta szlochała cicho. Jej twarz była czerwona od krwi, która sączyła się z jej rozciętej wargi oraz z nosa. Czułam jak do gardła podchodzi mi żółć.
Tomlinson skoczył do przodu i odciągnął James’a od Sary, a następnie rzucił nim o podłogę, niczym worek ziemniaków. Kiedy zaczął go okładać pięściami po twarzy, jednocześnie trzymając za koszulkę, by mu się nie wyrwał, odwróciłam wzrok. To nieprzyjemnie przypominało mi sytuację z klubu. Zamiast tego skupiłam się na mojej przyjaciółce, która płakała skulona na środku łóżka. Natychmiast do niej podbiegłam.
Pomogłam jej usiąść, a ona momentalnie się we mnie wtuliła, niczym mała małpka, szlochając coraz głośniej. Widząc łzy na jej opuchniętych policzkach, sama miałam ochotę się rozpłakać. Nienawidzę patrzeć na cierpienie osób, które kocham. Tuliłam ją mocno, przez cały czas szeptają do niej uspokajająco. Ponad jej ramieniem widziałam, jak Tomlinson szarpie się z James’em. Dlaczego do kurwy nędzy żaden z chłopców jeszcze tu nie przyszedł!?
Jak na zawołanie w progu pojawił się Zayn, Liam oraz Niall. Chłopcy zdezorientowani patrzyli to na mnie i Sarę, to na Lou i James’a. Na ich miejscu pewnie zareagowałabym dokładnie tak samo.
- Nie stójcie tak tylko coś zróbcie, bo on go zabije! – krzyknęłam zrozpaczona.
Całą trójka szybko wskoczyła pomiędzy nich. Niall i Liam trzymali rozjuszonego przyjaciela, natomiast Zayn przytrzymywał poobijanego i pokrwawionego James’a, by ten nigdzie nie uciekł. Mimo, iż jego twarz w tym momencie wyglądała naprawdę okropnie, na jgo ustach błąkał się chytry uśmieszek. Kurwa, on jest chory psychicznie!
- Dlaczego!? – krzyknął Tommo, nie odrywając spojrzenia od swojego rzekomego przyjaciela.
Na widok łez w oczach Louis’a, serce ścisnęło mi się boleśnie. To wszystko jest popierdolone!
- To jest zemsta. – zaśmiał się tamten. – Zniszczyłeś mi całe życie, rozumiesz? Nienawidzę cię! Odebrałeś mi wszystko ty pierdolona gnido! – wrzasnął tak głośno, że aż przeszedł mnie dreszcz.
Louis ponownie zaczął się szarpać, jednak chłopcy mocno go trzymali, a przynajmniej taką mam nadzieję. Wzdrygnęłam się i odwróciłam wzrok na drzwi, a po chwili zorientowałam się, że w progu stoi zszokowany Harry, który skacze spojrzeniem po wszystkich po kolei. Kiedy zorientował się, że na niego patrzę, zaczął mi się intensywnie przyglądać, jakby oczekiwał, że wytłumaczę mu to wszystko.
- Zadzwoń po policję. – wydusiłam, ignorując ucisk w żołądku.
Loczek patrzył na mnie przez chwilę zdezorientowany, aż w końcu pokiwał głową i wyciągnął telefon z kieszeni dżinsów i szybko wybrał odpowiedni numer. Ja w tym czasie ponownie skupiłam się na przyjaciółce.
~~*~~

Policja oraz pogotowie zjawili się niecałe dziesięć minut później. Funkcjonariusze od razu zabrali James’a, który śmiał się, gdy ci się pojawili. Zachowywał się, jakby miał to gdzieś, jakby spełnił swoją misję. Kompletnie nie rozumiem tego człowieka. On chyba naprawdę ma coś z głową. Może zamiast do więzienia, powinien trafić do zakładu psychiatrycznego.
Sanitariusze chcieli zabrać Sarę do szpitala, by tam zrobić jej kilka badań, by dowiedzieć się, czy aby na pewno wszystko jest w porządku, jednak ta nie wyraziła na to zgody. Właściwie nie pozwoliła się nikomu dotknąć. Może nie zupełnie nikomu. Żaden mężczyzna nie mógł się do niej zbliżyć. Kiedy tylko któryś z sanitariuszy bądź któryś z chłopców podszedł zbyt blisko, Sara zaczynała płakać i trząść się, była przerażona. Nikt z nas nie wiedział co robić, mimo iż doskonale wiedzieliśmy o co chodzi. Przez James’a, Sara brzydziła się dotyku mężczyzn.
To ja musiałam zająć się ranami mojej przyjaciółki. W między czasie próbowałam do niej mówić, jednak ona była nieobecna, wydawało mi się, że w ogóle mnie nie słyszy, albo nie chce słyszeć. Przez cały czas nieobecnym wzrokiem patrzyła w jeden punkt. Naprawdę bardzo się o nią martwię. Właściwie nie tylko o nią, ale też o Louis’a.
- Sara skarbie, wszystko w porządku? Jak się czujesz? – spytał chłopak, kładąc dłoń na jej ramieniu.
- Nie dotykaj mnie. – wychrypiała odpychając jego dłoń.
- Co? – szepnął zszokowany.
- Nie dotykaj mnie. – powtórzyła nie patrząc na niego.
- Sara.. – wymamrotał i ponownie położył jej dłoń na ramieniu.
- Nie dotykaj mnie! – krzyknęła zrywając się na równe nogi.
Przylgnęła do ściany, a po jej policzkach spłynęło kilka łez. Louis patrzył na nią z bólem. W jego oczach również widziałam łzy, ale nic nie mogłam na to poradzić.
- Louis, wyjdź. – szepnęłam. – Proszę. – dodałam widząc jego minę.
Chłopak patrzył to na mnie to na Sarę, ale w końcu niechętnie skinął głową i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.  Jest mi go strasznie żal. Najpierw jego ”przyjaciel” pobił, a później próbował zgwałcić jego narzeczoną, a teraz ta nie pozwala mu się dotknąć i zachowuje się, jakby się go brzydziła. Wolę nawet nie myśleć, co teraz dzieje się w jego głowie. To musi być co najmniej straszne.
~~*~~

Weszłam do domu chłopców, delikatnie zatrzaskując za sobą drzwi. W całym budynku panowała taka cisza, jakby nikogo nie było. Po chwili jednak usłyszałam dźwięk telewizora dochodzący z salonu, więc od razu się tam skierowałam. Cała piątka siedziała sztywno na kanapie i uparcie wpatrywała się w ekran plazmy.  Wszyscy byli strasznie bladzi i mieli cienie pod oczami. Wyglądali, jakby nie spali trzy noce. Właściwie nie zdziwiłabym się, gdyby to była prawda, bo zemną dokładnie tak było.
- Hej. Gdzie jest Sara? – spytałam podchodząc bliżej.
Louis popatrzył na mnie z bólem, a po chwili zerwał się z kanapy i szybko poszedł do kuchni. Jego zachowanie oznaczało, że moja przyjaciółka wciąż się do niego nie odzywa. Od razu pożałowałam, że zadałam to pytanie, zadając chłopakowi jeszcze większy ból.
Powoli podeszłam do mojego chłopaka i dałam mu buziaka w policzek na przywitanie. Kiedy to zrobiłam, poczułam na sobie spojrzenie Harry’ego, ale całkowicie go zignorowałam. Teraz są ważniejsze sprawy. Do pozostałych uśmiechnęłam się delikatnie, pocieszająco i ruszyłam w stronę kuchni, jednak powstrzymała mnie dłoń Zayn’a, którą chwycił mnie za nadgarstek.
- Dokąd idziesz? – spytał cicho.
- Muszę porozmawiać z Louis’em. – powiedziałam również cicho
Złapałam jego dłoń i ścisnęłam ją pokrzepująco, a następnie szybko poszłam do kuchni. Louis stał oparty o zlew i płakał, co dało się zauważyć, gdyż jego ramiona drgały delikatnie. W tym momencie było mi go tak cholernie żal. Jest moim przyjacielem, członkiem rodziny i ciężko mi patrzeć jak cierpi.
Podeszłam bliżej niego i położyłam mu dłoń na ramieniu, ściskając je delikatnie, tak jak wcześniej ściskałam dłoń mojego chłopaka. Chłopak wzdrygnął się, ale kiedy spostrzegł mnie kątem oka, trochę się rozluźnił, jeśli mogę to tak nazwać.
- Lou? Wszystko w porządku? – spytałam cicho.
- Nie. Nie jest w porządku. Sara w ogóle się do mnie nie odzywa. Co ja mówię! Ona nawet na mnie nie patrzy! – powiedział zrozpaczony. -Ana, ja już mam tego dość, rozumiesz? – popatrzył na mnie, a w jego oczach było widać tak wielki ból, że aż skurczyłam się w środku. – Nie wiedziałem, że James tak bardzo mnie nienawidzi. Naprawdę myślałem, że byliśmy przyjaciółmi. – pokręcił głową. – Ale skoro to mnie tak bardzo nienawidzi, to czemu chciał zrobić krzywdę Sarze? Nie mogę zrozumieć, czemu chciał skrzywdzić ją, a nie mnie.
- Bo wiedział, że robiąc krzywdę Sarze, skrzywdzi ciebie. – szepnęłam.
Tommo skrzywił się na moje słowa i przeczesał włosy palcami. Wyglądał na zagubionego.
- Ja już nie mogę znieść tej sytuacji. – mruknął cicho.
- Razem coś wymyślimy. Przecież nie zostawimy cię z tym wszystkim samego. – poklepałam go po ramieniu. 
– Pomogę ci.
- Dziękuje Ana. – odwrócił się i przytulił mnie mocno.
Również go przytuliłam, ale musiało to trochę dziwnie wyglądać, gdyż Tomlinson jest ode mnie znacznie wyższy. Tak, jakby to on mnie pocieszał, a nie ja jego. Po chwili odsunęliśmy się od siebie. Spojrzałam mu prosto w oczy i zobaczyłam, że gdzieś tam powoli zaczyna się tlić nadzieja. To niesamowite, że właściwie jeszcze nic nie zrobiłam, a już zdążyłam poprawić mu humor. Przyznam, że dziwnie było patrzeć, jak najbardziej pozytywny człowiek na świecie płacze.
- Dobra, ja idę pogadać z Sarą. – oznajmiłam.
Louis skinął tylko głową, jednocześnie przecierając mokre od łez policzki, a następnie wrócił do salonu, do chłopaków, natomiast ja poszłam na górę. Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech. Bałam się tego co tam zastanę, w jakim stanie będzie moja przyjaciółka. Czy w ogóle będzie chciała ze mną rozmawiać. Przez ten incydent ma straszne wahania nastrojów. Po części ją rozumiem, bo już drugi raz jej się to przytrafiło, ale za pierwszym razem wracała z dyskoteki, a nie siedziała we własnym domu.
Niepewnie nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało całkiem normalnie. Sara siedziała na środku łóżka i przyglądała się swojemu sykowi, który oglądał jakieś książeczki. Jednak kiedy się jej lepiej przyjrzałam zauważyłam, że w ogóle się nie ruszała i nie mrugała oczami. 
Skrzywiłam się, bo jej zachowanie znaczyło, że nic nie będzie mówiła, a nawet nie będzie na mnie patrzeć.
Podeszłam bliżej, a mały Nathan popatrzył na mnie tymi swoimi dużymi zielonymi oczkami. Na jego buzi pojawił się rozbrajający uśmiech. Rozbrajający, bo zawsze wtedy widać tego jednego przedniego ząbka. Poczochrałam jego czekoladowe włoski, a następnie pocałowałam w czubek głowy. Mały uśmiechnął się jeszcze szerzej, a po chwili powrócił do swoich książek.
- Hej skarbie. Jak się czujesz? – kucnęłam obok łóżka i zwróciłam się do przyjaciółki.
Zero reakcji. Jakiejkolwiek. Nawet nie się poruszyła, ani nie mrugnęła. Westchnęłam cicho i przygryzłam wargę, żeby nie zacząć na nią wrzeszczeć, a wierzcie mi jestem do tego zdolna.
- Sara błagam odezwij się do cholery. Nie widzisz, że swoim zachowaniem ranisz nas wszystkich? Najbardziej cierpi Louis. – słysząc imię swojego narzeczonego w końcu drgnęła. – Sara on naprawdę cierpi. Zrozum, że on nie mógł przewidzieć, że James będzie chciał ci zrobić krzywdę. On nawet nie wiedział, że ten koleś tak bardzo go nienawidzi, myślał że są przyjaciółmi. – nawijałam chcąc wykorzystać fakt, że Sara mnie słucha. – Nie rób nam tego, proszę cię. Wiem, że bardzo to wszystko przeżyłaś, ale my również. Pozwól sobie pomóc. Sara błagam cię. Nie zamykaj się w tej swojej skorupie.
Po jej opuchniętych policzkach powoli zaczęły spływać łzy. Wiedziałam, że mówiąc to wszystko zadaję jej ból, ale jeśli tylko to zadziała, to zaryzykuję. Nie pozwolę, żeby zrobiła coś głupiego.
- Ja już dłużej nie dam rady. – odezwała się nagle. – Przerasta mnie to wszystko co się dzieje wokół Louis’a. Nie radzę sobie z tym całym szumem wokół naszego związku. Nie radzę sobie z wyzwiskami i obelgami ze strony jego fanek. – jej głos był cichy i zadziwiająco spokojny.
- O czym ty mówisz? Jakie obelgi i wyzwiska? – starałam się nie okazywać, jak bardzo dziwi mnie fakt, że się do mnie odezwała.
- Codziennie dostaję setki wiadomości, gdzie ludzie wyzywają mnie od szmat i dziwek. Fanki chłopców piszą mi, że nie zasługuję na niego, że jestem nikim, mówią, że nie pasujemy do siebie. Najgorsze i tak jest to, że twierdzą iż wrobiłam Louis’a w ciąże. Że Nathan wcale nie jest jego dzieckiem. Mam już dość. Nie potrafię już sobie z tym radzić, jestem za słaba. Nie chcę, żeby mój syn żył w takim otoczeniu. Nie mogę pozwolić, żeby ktoś traktował go jak jakiegoś wyrzutka.
- O czym ty kurwa mówisz? – spytałam. – Co ty chcesz zrobić? Chcesz to zakończyć? Chcesz zostawić Louis’a? Po tym wszystkim co razem przeszliście? Sara nie możesz! Nie możesz mu tego zrobić! On tak bardzo cię kocha! Ciebie i Nathana! I wiem, że mimo tego całego bagna ty jego również kochasz! Sara nie możesz, rozumiesz! To go zabije! – mówiłam gorączkowo.
Nawet się nie zorientowałam, kiedy łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Nie, to nie może być prawda. To jest sen. Jebany zły sen! To się nie dzieje naprawdę! Niezdarnie podniosłam się na równe nogi i schowałam twarz w dłoniach.
 - Sara błagam, przemyśl to jeszcze. To nie może się tak skończyć. Tyle już przeszliście, pokonaliście tyle przeszkód.. nie możesz teraz tego zakończyć. Proszę, nie poddawaj się. – szepnęłam ocierając policzki.
Sara pociągnęła nosem i pokręciła głową. Ona podjęła już decyzję. Kurwa! Nie, nie, nie! Nie pozwolę na to! To się tak nie skończy. Nie pozwolę, żeby moja przyjaciółka popełniła największy błąd w życiu.

* * *
Po pokoju rozniosła się melodyjka wydobywająca się z telefonu Eleanor. Dziewczyna pospiesznie wstała z kanapy, zostawiając swoją przyjaciółkę i podniosła urządzenie, a następnie wcisnęła zieloną słuchawkę, nawet nie sprawdzając kto dzwoni. Młoda kobieta była stuprocentowo przekonana, iż po drugiej stronie słuchawki był jej znajomy i oczywiście się nie myliła.
- Eleanor.
- Witaj James. – uśmiechnęła się pod nosem. – I jak poszło? Wszystko załatwione.
- Niezupełnie. – usłyszała cichy, wredny śmiech mężczyzny. – Właśnie znajduje się w więzieniu, za próbę gwałtu i wykonuję mój jeden telefon. – i znowu ten śmiech.
- Że co? Ty idioto! Nie taki był plan! Miałeś ją uwieźć, a nie zgwałcić! – krzyknęła.
Spojrzała niespokojnie na blondynkę, która patrzyła na nią z pobladłą twarzą. Perrie poczuła jak cały obiad podchodzi jej do gardła, słysząc słowa swojej przyjaciółki. Gwałt?
- Wiem, ale nie mogłem się powstrzymać. Ta ruda była taka słodka. A ten jej niewyparzony język i bojowy nastrój. – wymruczał mężczyzna. – Teraz zastanawiam się, czy powiedzieć policji, że to ty mi zleciłaś skrzywdzenie tej dziewczyny. – powiedział cichym, grobowym tonem.
- Nie zrobisz mi tego. – wyszeptała czując nagłą suchość w gardle. James zaśmiał się gardłowo. – Zrobisz?
- Sprawdź mnie. – mruknął i się rozłączył.
Dziewczyna stała nieruchomo wciąż trzymając telefon przy uchu. Była przerażona. Bała się, że James powie o wszystkim policji i że to ją zniszczy. Po raz pierwszy od dawna, naprawdę się bała.


__________________________
Tak jak obiecałam, dodaję. Jakimś cudem udało mi się coś skrobnąć.
Mam nadzieję, że wam się spodoba, choć przyznam, że boję się, że wam się nie spodoba kolejna porcja problemów.
Cóż..
Pozdrawiam
@Twinkleineye 

12 komentarzy:

  1. świetny rozdział, ale mogłabyś im dać w końcu żyć :) czekam na nn xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale ten James i Eleanor są okropni! Biedna Sara:( Czekam na next:*

    OdpowiedzUsuń
  3. O JA-PIER-DO-LE. o,O Przepraszam za wyrażenie, ale to słowo ciśnie mi się na usta. Nie no jesteś geniuszem, serio. Uwielbiam tą historię. Dobrze, że nie jest tak cukierkowo i może jestem dziwna, ale mi się podoba, że oni mają problemy. XD kochamkochamkocham. <33
    Czekam na kolejny i życzę weny. ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudownyy<33333
    Mam nadzieję, ze Sara pogada z Louisem i wszystko będzie ok.
    Czekam na następny;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedna Sara ;c Mam nadzieje że nie zostawi Lou i to przemyśli. Czekam na next ;3

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudny,cudny i jeszcze raz cudny. Juz nie moge doczekac sie nastepnego rozdzialu. Pisz szybko kolejny bo jestem ciekawa co bedzie dalej. Zycze weny :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. CUDOWNY rozdział! *_*
    Mogą być kolejne kłopoty, tylko proszę Cię niech Sara zostanie z Lou. Oni nie mogą się rozejść, Nie teraz i nie po tym wszystkim.
    A niech się ten James wygada i El w końcu oberwie po dupie za te jej głupie pomysły.
    Czekam na next! ;**

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział jak zawsze jest genialny! Jedna nie podoba mi się to, co planuje Sara. Ona nie może przecież tego zrobić. Poza tym raniąc bohaterów ranisz i mnie, bo na prawdę się do nich przywiązałam w pewnym sensie i nie podobają mi się ich problemy. Jednak najbardziej zabolało mnie zachowanie Sary względem Louis'a. Ok, jestem w stanie zrozumieć, ze po tym wszystkim przydzi sie mężczyzn, ale do cholery to jest jej narzeczony. On nie da jej krzywdy zrobić. I wgl dlaczego ona nie powiedziała o hejtach chłopakowi?!
    Mam nadzieję, że zamiast nawarstwiać problemy, będziesz już je tylko wyjaśniać i wszystko się jakoś ułoży!

    OdpowiedzUsuń
  9. Napisałam obszerny komentarz, ale mi się usunął;< teraz napisze zwięźlej...
    Nie podoba mi się, ze Sara ciągle tak cierpi. To jest okropne uczucie dla kogoś kto tak jak ja jest zżyty z bohaterami. Sara nie może opuścić Lou. To będzie straszne...Wgl. dlaczego nie powiedziała chłopakowi o tych wszystkich hejtach..?! Liczę, że Ana stanie na głowie, żeby ją powstrzymać przed tym błędem.
    James razem z Perrie i El mógłby zgnić w więzieniu. Nalezy im się to za to wszystko.
    Mam nadzieję, że teraz już nie będziesz nawarstwiać problemów tylko bd je wyjaśniać;) i wreszcie Sara z Lou i Ana z Zaynem zaznają spokój.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jest mi strasznie szkoda Sary. Tak wiele przeszkód stało na drodze jej związku z Louisem. Na jej miejscu też bym chyba nie wytrzymała. Wcale jej się nie dziwię, że chce to wszystko zakończyć, ale Ana ma rację. Jeśli zakończy ten związek pokaże wszystkim swoją słabość, a to w zasadzie jest równe z samobójstwem w świecie show-biznesu. Jednak najważniejsze jest to, że nic jej się nie stało (w sensie fizycznym). Czytając scenę, w której James próbuje zgwałcić Sarę płakałam, bo wiem dokładnie co ona wtedy czuła. Nie jest to prawdziwe zdarzenie, ale doskonale to opisałaś, o ile może to być doskonałe... W każdym razie, mam nadzieję, że jednak Sara zostanie z Lou i nie zrobi niczego głupiego. Ana na pewno będzie ją wspierać tak samo jak chłopcy pomogą Tomlinsonowi. Trzymam za nich kciuki.
    Pozdrawiam
    Ola

    OdpowiedzUsuń