wtorek, 16 lipca 2013

I wanna save your heart tonight - Rozdział 24

Powoli, z oporem, powracam do świata żywych ludzi, jeśli można to tak nazwać. Właściwie, robię to wszystko tylko, ze względu na mamę. Nie chcę, żeby i ona cierpiała. Wystarczy, że ja ledwo się trzymam.

Zaczęłam nawet normalnie jadać posiłki. Dobra, kogo ja oszukuje? Wmuszam w siebie każdy najmniejszy posiłek, ale tylko dlatego, że nie chcę wylądować w szpitalu przez odwodnienie. Niestety, później ląduje w łazience i zwracam to, co zjadłam, a to jest jeszcze gorsze niż nic nie jedzenie.

Czasami przychodzę do salonu, siadam na kanapie i udaję, że słucham tego, co mama mówi do mnie albo do Jima, który bardzo często u nas przesiaduje. U nas. Jak to dziwnie brzmi. Tak obco. Nie, chyba nigdy nie poczuję się tutaj jak u siebie.

Tęsknie za starym domem w Londynie. Ból, jaki noszę w sercu od przeprowadzki, stał się lżejszy, lecz w ciąż mi dokucza. Najbardziej w nocy, kiedy jestem sama i nie muszę przed nikim niczego udawać.

Przestałam też płakać, a przynamniej nie robię tego już tak często. Często dziwi mnie fakt, że jeszcze mam, czym płakać. Teraz przynajmniej nie mam już tak podkrążonych, czerwonych oczu i nie wyglądam jak jakieś zombie, chociaż do dawnej „mnie” mi daleko.

Po wzięciu gorącego, orzeźwiającego prysznica, założyłam na siebie krótkie dżinsowe spodenki, szarą bluzę z kapturem, z logo tutejszej uczelni i do tego czarne vansy.

Zeszłam do kuchni, chowając zmarznięte dłonie do kieszeni bluzy (odkąd tak strasznie schudłam, ciągle było mi zimno) i usiadłam przy stole. Zamyślona spojrzałam na mamę, która stała przy wyspie kuchennej i kroiła warzywa na jakąś sałatkę. Hmm. Fajnie, że w końcu postanowiła się uczyć gotować. Kiedy byłam mała, nie szło jej to najlepiej i zawsze kończyłyśmy z zamawianą pizzą.

- Ana, skarbie?

- Tak? – odezwałam się po chwili ciszy.

- Może pójdziesz na spacer? – spytała niepewnie. - Zaczerpniesz świeżego powietrza. Obejrzysz okolice.

Już miałam na końcu języka, że znam okolicę na pamięć, ale powstrzymałam się w porę. Nie chciałam urazić mamy. Ona tak bardzo się o mnie martwi.

- Za jakąś godzinę powinien być obiad. – dodała widząc, że milczę.

- Ok. – powiedziałam cichutko.

Wciąż chroniąc dłonie przed chłodem, podniosłam się do pionu i ciągnąc za sobą nogi wyszłam z domu. Zmrużyłam oczy, kiedy na moją twarz padło ostre światło. Strasznie żałowałam, że nie wzięłam okularów. Mogłabym jeszcze po nie pójść, ale teraz byłam już poza zasięgiem wzroku mamy i nie chciałam tego zmieniać..

Powoli skierowałam swoje kroki na plażę, do której właściwie miałam tylko piętnaście minut drogi. Nie wiedziałam, czy chodzenie tam jest dobrym pomysłem, ale odkąd tu jestem, nie myślę racjonalnie.

Szłam spokojnie brzegiem morza i ukradkiem przyglądałam się mijającym mnie ludziom, którzy nawiasem mówiąc, dziwnie mi się przyglądali, zapewne przez tą bluzę. Zadziwiające było to, że w moich oczach, wszyscy ci ludzie, wyglądali na bezgranicznie szczęśliwych, jakby problemy wcale ich nie dosięgały. Jakbym to tylko, ja jedna na świecie cierpiała.

Wiedziałam, że moje myśli są kompletnie absurdalne, ale mimo to nie potrafiłam się ich wyzbyć. Uczepiły się mnie jak jakiś lep czy coś podobnego. Straszne uczucie.

Usiadłam kilkanaście metrów od wody, podciągając nogi pod klatkę piersiową. Nabierałam do ręki piasek i przerzedzałam między palcami. Rozmyślałam o wszystkim, co się wydarzyło. Kłótnia z tatą, mój wyjazd, rozstanie z Zayn’em i resztą przyjaciół, kłótnia z mamą. To wszystko stało się tak nagle, zdecydowanie zbyt szybko. Nawet nie zdążyłam się nacieszyć moim prawdziwym, jawnym związkiem z Zayn’e, i już zostało mi to odebrane. To boli.

Niespodziewanie ktoś usiadł obok mnie, jak gdyby nigdy nic. Zerknęłam na mojego towarzysza ukradkiem. Okazało się, że jest to młody, przystojny chłopak. Ponownie zwróciłam twarz ku morzu. Nie miałam najmniejszej ochoty dłużej na niego patrzeć.

- Nie przeszkadzam? – usłyszałam nagle bardzo przyjemny głos.

Niechętnie spojrzałam na mojego sąsiada i zorientowałam się, że patrzy na mnie z serdecznym uśmiechem.

- Nie przeszkadzasz. – wymamrotałam ochrypłym głosem.

- Ja cię skądś chyba znam. – mruknął.

Zerknęłam na niego ukradkiem. Przyglądał mi się intensywnie, z błyskiem w oczach.

- Nie sądzę. – bąknęłam.

- Nie, nie! Na pewno skądś cię kojarzę! – powiedział podekscytowany. – Moment… - zamyślił się. – Jesteś dziewczyną tego kolesia z tego sławnego boysbandu. Ana Taylor, czy tak?

- Owszem. -  burknęłam. Co to za koleś?

- Philip Cook. – wyciągnął do mnie rękę.

Niepewnie uścisnęłam jego dłoń, jednak szybko ją schowałam, czując dziwny prąd, przelatujący od niego. Przeraziło mnie to trochę. Odwróciłam od niego wzrok, nie wiedząc, co dalej robić. Dalsza rozmowa z Philipem nie miała dla mnie sensu.

- Chyba jednak przeszkadzam. – szepnął.

- Nie, w porządku. – zaprotestowałam. – Po prostu nie jestem teraz odpowiednią osobą do rozmów.

- Chyba nie do końca rozumiem.

Przyjrzałam mu się uważnie. Miał krótkie, lekko kręcone blond włosy, intensywnie niebieskie oczy, jakich jeszcze u nikogo nie widziałam, do tego pełne malinowe usta, które teraz były zaciśnięte w prostą linię, a na policzkach i brodzie trzydniowy zarost. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że był naprawdę bardzo przystojny, jednak jego uroda nie robiła na mnie wrażenia.

Czy powinnam mu o wszystkim mówić? Przecież na dobrą sprawę, nic nie wiem o tym kolesiu. Ale jakby spojrzeć na to z drugiej strony, to komu innemu mogę się wyżalić? Komuś w końcu muszę, bo jeśli dalej wszystko będę dusić w sobie, źle się to dla mnie skończy.

- Musiałam rozstać się z chłopakiem i przyjaciółmi, bo moi rodzice, za moimi plecami uzgodnili, że przeniosę się tu na stałe do mamy. Uznali, że mój chłopak ma na mnie zły wpływ i muszą mnie od niego odsunąć. Tłumaczyli się, że to wszystko ze względu na moje dobro, ale ja wiem, że prawda jest inna. Po prostu to było im na rękę, zwłaszcza ojcu. Kiedy się mnie pozbył, jego kochanka mogła się do niego wprowadzić. Jej najwyraźniej przeszkadzało, że tam mieszkam. Tak, więc skończyłam tutaj, sama ze złamanym sercem.

Philip milczał przez chwilę, analizując to, co mu właśnie powiedziałam. 

- Chujowo.  – skwitował. – Gdyby moi rodzice, zrobili mi coś takiego, chyba nigdy bym im tego nie wybaczył. Odcięli cię od wszystkiego, co tak naprawdę kochasz.

Skinęłam tylko głową, nie będąc w stanie odpowiedzieć. Czułam jak płacz dławi mnie w gardle.

- Hej, nie płacz. Wszystko się..

- Nie mów, że wszystko się ułoży, bo nic się kurwa nie ułoży! – warknęłam. – Najgorszy tekst na świecie.

- Przepraszam. – speszył się. – Dałabyś się zaprosić na kawę? – spytał nagle.  – Takie zadośćuczynienie.

Wiedziałam, że powinnam wracać do domu, ale jakoś nie specjalnie miałam ochotę słuchać paplaniny mojej matki, a także gruchania jej i Jima. To sprawiało mi ból, chyba nawet nie zdawała sobie z tego sprawy.

- Czemu nie.

Philip podniósł się na równe nogi, a następnie wyciągnął do mnie rękę, aby pomóc mi wstać. Kiedy nasze palce się zetknęły ze sobą, ponownie poczułam ten dziwny prąd, ale starałam się to ignorować.

Szczerze przyznam, że miło spędziłam czas w towarzystwie Philipa. Choć na krótką chwilę, mogłam zapomnieć o wszystkich swoich problemach. Dobrze, może nie taką krótką chwilę, bo chodziliśmy po mieście prawie przez cały dzień.

Philip opowiadał mi o swoim życiu, dzieciństwie w Lagunie. Fajnie było słuchać anegdotek o jego rodzinie i przyjaciołach. Zdarzało się nawet, że na mojej twarzy pojawiał się delikatny, nieśmiały uśmiech. To było świetne uczucie, móc znowu uśmiechnąć się szczerze, bez żadnych oporów.



 ~~`~~

Znałam się z Philipem już od dobrych trzech tygodni. Prawie każdy dzień mojego dalszego pobytu tutaj, spędzaliśmy wspólnie, dzięki czemu staliśmy się dobrymi przyjaciółmi, co strasznie cieszyło moją mamę. Była szczęśliwa, że już nie spędzam całych dni zamknięta w swoim pokoju.

Philip pokazywał mi najróżniejsze atrakcje, jakie były w okolicy, a o których nie miałam zielonego pojęcia. Zabierał mnie do wesołego miasteczka, na mini golfa, próbował uczyć mnie surfowania, a czasami po prostu chodziliśmy na spacery po parku. Gdyby razem ze mną byli tu moi przyjaciele z Londynu, powiedziałabym, że to najlepiej spędzony czas w moim życiu. Ale niestety, był ze mną tylko Philip.

Nawet znajomości z Philipem nie potrafiła sprawić, że do końca pogodziłam się z przeprowadzką i rozstaniem z przyjaciółmi. Nocami, będąc sama w pokoju, wciąż tęskniłam do chwil, spędzonych z tymi wariatami.

Często zastanawiałam się, co u nich słychać, jak im się powodzi. Wiele razy miałam ochotę napisać do nich list, albo włączyć z powrotem komórkę i po prostu do nich zadzwonić, by usłyszeć ich głosy. Za każdym razem jednak się powstrzymywałam, orientując się, że jeśli teraz się z nimi skontaktuję, zadam jeszcze więcej bólu nam wszystkim, a tego przecież nie chciałam.

Siedziałam na plaży, z gitarą w ręku, a obok mnie siedział Philip, który uważnie, z uśmiechem na twarzy, przyglądał się moim ruchom. Kiedy dowiedział się, że od dziecka gram na gitarze, nalegał, abym pokazała mu kilka prostych chwytów, bo już od dawna chciał się nauczyć grać na gitarze, ale jakoś nigdy nie miał okazji.

- Teraz ty spróbuj. – odezwałam się cicho i podałam chłopakowi instrument.

- Dobra, ale nie śmiej się ze mnie. – zaśmiał się. – Nigdy wcześniej tego nie robiłem.

- Obiecuję, że nie będę się śmiać. – zapewniłam z ciepłym uśmiechem.

Blondyn niepewnie chwycił gitarę obiema dłońmi i delikatnie, opuszkami palców dotknął strun, a wtedy otoczyła nas cicha melodia. Nie brzmiała ona najlepiej, ale jak na początek, nie było źle. Uśmiechnęłam się do chłopaka, który co chwila zerkał na mnie niepewnie.

- Nie przerywaj, jest dobrze.

- Sam nie wiem. – jęknął i odłożył gitarę.

- Hej, naprawdę było dobrze.

- Serio? – spytał.

- Tak. – powiedziałam szczerze.

- Dzięki. – zaśmiał się.

Przysunął się do mnie i przytulił z całej siły, niemal miażdżąc mi żebra. Wtuliłam się w jego tors i zaciągnęłam się jego męskim zapachem, który na pewno podobał się wielu dziewczynom. Cieszę się, że poznałam Philipa. Gdyby nie on, zapewne całkowicie bym się załamała, a tak, mam, z kim spędzać czas i mogę się komuś wygadać, kiedy jest mi źle.

Odsunął się ode mnie na kilka centymetrów, by móc spojrzeć mi prosto w oczy. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało, a on odwzajemnił ten drobny gest. Niestety po chwili jego twarz stała się poważna, nieprzenikniona. Wyglądał, jakby nad czymś się głęboko zastanawiał.

- Wszystko w porządku? – zmarszczyłam brwi.

W odpowiedzi wzruszył ramionami, nie przestając na mnie patrzeć. Coś mi się nie podobało w jego zachowaniu, jednak nie zdążyłam się nawet nad tym zastanowić, gdyż w tej chwili, usta chłopaka delikatnie, z wahaniem musnęły moje. Zaskoczona wciągnęłam powietrze, co on od razu wykorzystał, wsuwając język do mojej buzi.

Wiedziałam, że powinnam go odepchnąć i spoliczkować jednak tego nie zrobiłam, nie mogłam. Wiedziałam, że odpychając go od siebie, zranię go, a wtedy stracę kolejnego przyjaciela, który był mi drogi. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi na nim zależy.

Nieświadomie odwzajemniłam pocałunek. Mój język wyszedł na spotkanie jego i gdy splotły się ze sobą, przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Przerwij to, krzyczało wszystko we mnie.

Oderwałam się od jego ust i odwróciłam głowę, jednak od zaczął składać namiętne pocałunki na mojej szyi, delikatnie kąsając skórę. Nie potrafiłam się skupić, moje ciało niespodziewanie zalało pożądanie, lecz nie było ono skierowane do Philipa. Moje ciało tęskniło, ale nie za nim, nie za jego pocałunkami.

- Philip przestań. – wydyszałam z trudem. – Nie mogę. Kocham Zayn’a.

Chłopak przerwał natychmiast i odsunął się ode mnie, oddychając ciężko. Mnie również ciężko było zaczerpnąć tchu, czułam ból i pustkę  w klatce piersiowej. Przetarłam twarz dłońmi i dopiero wtedy odważyłam się spojrzeć na mojego przyjaciela. Philip wyglądał na zawstydzonego i speszonego.

- Przepraszam Ana, nie wiem, co ja sobie wyobrażałem. – jęknął zażenowany. – Wmówiłem sobie, że ty też coś do mnie czujesz.

- Zależy mi na tobie, ale tylko jak na przyjacielu. – szepnęłam. – Przepraszam, jeśli wysyłałam ci sprzeczne sygnały. To nie było moim zamiarem. Ja nawet nie myślałam o czymś takim. Tak strasznie mi przykro.

- Wszystko dobrze. – uśmiechnął się blado. – Wystarczy mi, że wciąż będę się z tobą przyjaźnił.

- Na pewno?

- Tak. Na pewno.

Uśmiechnęłam się do niego, a następnie przytuliłam, wkładając w to, całą swoją sympatię. Było mi naprawdę głupio, że rozbudziłam w nim niepotrzebne uczucie.

- Gdyby moje serce nie było zajęte, należałoby do ciebie. – powiedziałam chcąc w ten sposób dodać mu otuchy.

Zamiast odpowiedzieć, po prostu przytulił mnie mocniej. To wystarczyło, żebym wiedziała, co myśli.



~~`~~
Nie potrafiłam się już dłużej hamować, chciałam za wszelką cenę dowiedzieć się, co słychać u moich przyjaciół. Zamknęłam się w swoim pokoju i leżąc na łóżku odpaliłam laptopa. Od razu zaczęłam przeglądać najlepsze strony plotkarskie, a także oglądałam ich wywiady na youtube.

Na początku nie znalazłam nic, co mogłoby zwrócić moją uwagę. Artykuły były głównie o zbliżającej się, światowej trasie koncertowej chłopców, a do nich było dołączone mnóstwo zdjęć, przez które bolał mnie brzuch.

Co do filmików… Widząc te pięć mordek i słysząc ich anielskie głosy, łzy napływały mi do oczu. Ze ściśniętym sercem słuchałam, jak cieszą się na zbliżającą się trasę koncertową. Tak strasznie chciałabym być tam z nimi i cieszyć się wraz z nimi.

Nagle zamarłam, widząc nagłówek jednego z artykułów. „Przygotowania do ślubu Louis’a Tomlinsona i Sary Collins wstrzymane. Czyżby kryzys w związku?” Nie, to nie możliwe. Oni tak strasznie się cieszyli, że w końcu wezmą ślub, to nie możliwe, żeby teraz mieli go odwołać.

Nie otrząsnęłam się jeszcze z szoku, po przeczytaniu tamtego tekstu, kiedy mój wzrok natrafił na kolejny artykuł. „Zayn Malik chce odejść z zespołu.” Serce mi zamarło, a po chwili zaczęło bić dużo razy szybciej i mocniej.

Co to wszystko ma znaczyć? Przecież w wywiadach mówił, jak bardzo się cieszy, że znowu zaczną koncertować. Nic nie rozumiem. Dlaczego kłamał? Oh Zayn, co ty wyrabiasz?

Nie, nie mogę tak tego zostawić. Muszę coś zrobić, bo inaczej zwariuję. Tylko, co mogę zrobić, będą tu, w Lagunie? Przecież mama nie pozwoli mi wrócić do Londynu. Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie pogmatwane? 



___________________________________
No i kolejny rozdział. Jak wam się podoba? 
Coraz bardziej zbliżamy się do końca, ale na pocieszenie powiem, że zostało jeszcze trochę rozdziałów i akcji zapewne też nie zabraknie. 
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na 9 rozdział na http://truly-madly-crazy-deeply.blogspot.com/, a także informuję że blog http://but-everything-you-do-is-magic.blogspot.com/ został tymczasowo zawieszony.
@Twinkleineye 

14 komentarzy:

  1. Boy! Jak dobrze, że Ana nic nie poczuła do Philipa.. Dobrze, że się myliłam, bo chyba bym się na nią wkurzyła (tak, tak, jestem dziwna i obrażam się na postacie z opowiadania ;p).
    Nareszcie, Ana poszła po rozum do głowy! Dlaczego nie zajrzała do sieci dużo wcześniej? Tak, to może by powstrzymała Louisa i Sarę przed wstrzymaniem ślubu, Zayn nie podejmowałby decyzji o odejściu z zespołu.. Kurczę, jak jeden wyjazd może pokomplikować życie? Niech ona do nich wraca albo przynajmniej się odezwie, bo niedługa z całej jej paczki zostanie tylko ona..
    Rozdział rewelacyjny! Jak zawsze kochana! xx Czekam na next! ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział! Ciekawe co Ana wymyśli, aby uratować zespół? Czekam na kolejny! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział wyszedł ci rewelacyjnie jak zawsze. Świetne opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie ci wyszedł ten rozdział ;)
    Życzę dużo weny i czekam na kolejną część!

    http://closertotheedge1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudny! (:
    Wydaje mi się, Phillip pomoże jej, pomóc jej wyjechać do Londynu bez zgody matki czy coś takie.
    Lov ju ;***

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział świetny jak zawsze. Naprawdę szkoda, że chcesz to kończyć :( Mam tylko nadzieję, że wszystko się ułoży.

    Pozdrawiam
    Ola :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę że Ana wyjedzie i tak, bo tak kocha przyjaciół i Zayna. Bardzo spodobała mi się postać Philiipa. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. :)

    Zapraszam na nowy post na blogu http://my-life1326.blogspot.com/, i przepraszam za spam. :) pozdrowienia, a ja w tym czasie idę czytać rodział na twoim drugim blogu. Spodziewaj się komentarza ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże świetny <3 Skąd Ty bierzesz pomysły, wenę? Zapraszam też na -->http://totaleclipseoftheheartangel.blogspot.com/
    Angel xoxo

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział cudowny, zresztą jak zawsze. Mam nadzieję, że Ana wróci do Londynu, a tak jak już ktoś wspominał pomoże jej Philip. No może na przykład Zaynowi się coś stanie i właśnie wtedy przeciwstawi się mamie? To zależy od Ciebie. Pisz szybciutko nexta.
    Pozdrawiam Emilka <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Super! Zapraszam do mnie : http://fanfiction-ann.blogspot.com/ Liczę, że wpadniesz ;3

    OdpowiedzUsuń
  12. Super
    kiedy następny rozdział
    ?
    zapraszam do mnie także pisze
    dopiero zaczynam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. możliwe, że rozdział będzie jeszcze w tym tygodniu, ale nie jestem jeszcze pewna

      Usuń