wtorek, 3 września 2013

I wanna save your heart tonight - Rozdział 27

Siedziałam na łóżku w pokoju Zayn’a, przeglądając czasopismo z sukniami wieczorowymi. Miałam nadzieję, że znajdę tam coś odpowiedniego dla siebie. Do ślubu Sary i Lou było coraz mniej czasu, więc była najwyższa pora, żeby wybrać jakąś sukienkę na ten dzień.

Znajdowałam się w sypialni sama, gdyż Zayn w tym momencie brał prysznic. Może to i lepiej, bo po tym pocałunku Harry’ego, dziwnie czułam się w jego towarzystwie. Wiem, że to nie ma najmniejszego sensu, ale tak właśnie było.

Bałam się powiedzieć o tamtym incydencie Zayn’owi. Nie chcę, żeby wściekł się przez to na Harry’ego. Właściwie, przecież nic się takiego nie stało. To tylko jeden nic nieznaczący całus, prawda? Ale czy na pewno nic on dla mnie nie znaczył? Och bzdury! Oczywiście, że nie. Harry to tylko mój przyjaciel, a Zayn to mój chłopak, z którym chcę być.

Podskoczyłam przestraszona, kiedy telefon Zayn’a, który leżał na szafce nocnej, zaczął nagle wibrować, powiadamiając o nadejściu wiadomości. Nie mogąc pohamować ciekawości, zerknęłam, kto był nadawcą. Zamarłam, widząc na wyświetlaczu imię byłej dziewczyny Zayn’a, Perrie.

Wiem, że nie powinnam tego robić, bo to naruszanie czyjejś prywatności, ale po prostu musiałam wiedzieć, co ta zołza od niego chciała. Niewiele myśląc chwyciłam urządzenie i wyświetliłam wiadomość.


Cześć. Chciałam się dowiedzieć, co u ciebie słychać. Nie odzywasz się do mnie od jakiegoś czasu i chciałabym wiedzieć, czemu. Czy to, dlatego, że ONA wróciła? Znowu jesteście razem? A co ze mną? Proszę, odpisz. Tęsknię.  Xx


Poczułam, że cały obiad cofa mi się do gardła i niewiele brakowało, abym zwymiotowała. Co to wszystko ma u licha znaczyć? Zayn kontaktował się z nią, kiedy mnie nie było? Okej, nie mogę mieć do niego o to pretensji, ale dlaczego nic mi nie powiedział? To nie fair. A co ze mną? Tęsknię? Chyba naprawdę mi niedobrze.

Kierowana dziwnymi przeczuciami zaczęłam przeglądać jego skrzynkę odbiorczą, jednocześnie wciąż nasłuchując, czy przypadkiem nie wychodzi z łazienki. Na szczęście nadal było słychać dźwięk płynącej wody.

Większość smsów było od Perrie i były to głownie podziękowania za cudowną noc, wyrażanie współczucia po tym, jak go zostawiłam i tym podobne. Daty tych wiadomości nie były wcale takie dawne. Zaledwie kilka dni wcześniej został przysłany ostatni, również z podziękowaniami za wspaniałą noc, pełną miłości.

Serce biło mi jak oszalałe, a policzki płonęły ze wstydu i upokorzenia? On z nią sypiał? Kiedy ja rozpaczałam, bo wbrew sobie musiałam go zostawić i z trudem wracałam do normalnego stanu, on zabawiał się z tą dziewczyną? Musiałam mocno zaciskać zęby, żeby się nie rozpłakać.

Nagle zdałam sobie sprawę, że nie słychać już szumu wody dobiegającego z łazienki. Szybko odłożyłam telefon na stolik i wzięłam do ręki czasopismo, w duchu modląc się, abym wyglądała normalnie.

Po kilku sekundach z łazienki wyszedł Zayn, z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. Kropelki wody wciąż spływały po jego nagim torsie. Uśmiechnęłam się do niego lekko, zerkając na niego przelotnie. W tym momencie czułam się źle w jego towarzystwie. Chcę, żeby wszystko mi wyjaśnił, boję się tej nieświadomości.

- Znalazłaś coś ciekawego? – spytał siadając obok mnie.

-W sumie nie. – wymamrotałam dziwnie zdławionym głosem. – Muszę się czegoś napić. – powiedziałam zrywając się na równe nogi. - Też chcesz?

- Nie, dzięki. – uśmiechnął się.

Przygryzłam wargę i mamrocząc coś pod nosem wyszłam z pokoju. Kiedy znalazłam się na korytarzu, zamknęłam oczy i wzięłam głęboki, uspokajający oddech. Dopiero po chwili zorientowałam się, że ręce i nogi trzęsą mi się jak galareta.

Powoli rozchyliłam powieki i wtedy moje oczy napotkały spojrzenie zielonych oczu. Mój oddech stał się nierówny, a serce biło jak oszalałe. Harry stał przy schodach i obserwował mnie uważnym spojrzeniem. Nieśmiało pomachałam chłopakowi, a on odpowiedział mi smutnym uśmiechem i powoli zaczął schodzić na dół. Dopiero po kilku sekundach odzyskałam głos.

- Harry zaczekaj!

Szybko pobiegłam za nim. Zatrzymał się tuż przy schodach i spojrzał na mnie pytająco, swoimi smutnymi oczami. Stanęłam na ostatnim stopniu, dzięki czemu nasze oczy znajdowały się na tym samym poziomie.

- Harry, nie chcę, żeby między nami tak było. – powiedziałam cicho.

- Jak? – spytał patrząc mi prosto w oczy.

Nigdy tego nie lubiłam. Zawsze się wtedy czułam, jakby mógł zaglądnąć w głąb mojej duszy. Jakby mógł zobaczyć, o czym w danym momencie myślę. Czułam się w pewnym sensie obnażona.

- Nie chcę, żeby panowała między nami cisza, kiedy tylko znajdujemy się sami. – szepnęłam. – Dobrze, może i rozstaliśmy się w dość nieprzyjemny sposób, ale wciąż jesteś mi bliski i zależy mi na tobie. Jestem pewna, że uda nam się dogadać, tak jak przyjaciołom. Nie chcę cię stracić Harry, tylko dlatego, że jestem teraz z Zayn’em. – przy ostatnim zdaniu, poczułam jakiś dziwny ucisk w żołądku.

Harry zaśmiał się cicho, bez emocji, jednocześnie kręcąc głową.

- Nie rozumiesz Ana? – odezwał się, znowu na mnie patrząc. – Tak jest lepiej. Dla wszystkich.

- Nie dla mnie. – powiedziałam z mocą.

- Ana, proszę. Nie chcę znowu cierpieć. I nie chcę, żebyś ty cierpiała. – wymamrotał cicho. – A przyjaźnienie się z tobą, zwłaszcza, że wciąż cię kocham, będzie mi sprawiało ogromny ból. Zostawmy już ten temat.

Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale Harry położył swój palec wskazujący na nich, tym samym mnie uciszając. Kiedyś pocałowałby mnie, żeby mnie uciszyć. Zawsze to lubiłam. Cholera, o czym ja myślę?

Kciukiem potarł mój policzek, a następnie zaciskając mocno zęby, odwrócił się i wyszedł z domu, nawet na mnie nie patrząc. Opuszkami palców dotknęłam miejsca, gdzie on mnie dotknął. Miałam dziwne wrażenie, że moja skóra płonie.

Wzięłam jeden, drżący oddech i oplotłam się ciasno ramionami. Było mi źle. Harry nie chciał mieć ze mną nic wspólnego, bo moja obecność sprawiała mu ból. A ja go potrzebowałam, on był częścią mojego życia. Potrzebną częścią, wbrew rozsądkowi i rozumowi.



* * *

- Znowu nie odpisał. – jęknęła Perrie kładąc telefon na stoliku w mieszkaniu swojej przyjaciółki Eleanor. – Nie mogę w to uwierzyć. Po tym, jak uratowałam mu życie, gdy ta dziewucha go zostawiła, on tak po prostu mnie ignoruje. To boli. Jak on może? Nie jestem zabawką! Ja też mam uczucia!

Eleanor uniosła wzrok, znad czasopisma, które właśnie czytała i zmierzyła swoją przyjaciółkę zimnym spojrzeniem. Chociaż nigdy by się do tego nie przyznała przed Perrie, miała jej już po dziurki w nosie. Głównym tego powodem było to, że tamtej lepiej się powodziło z Zayn’em. Właściwie już prawie był jej. Eleanor nie miała już praktycznie żadnych szans, żeby pozbyć się Sary i móc znowu być z Louis’em.

Od tamtej nieudanej próby, kiedy James trafił do więzienia, nie miała nawet odwagi nic robić, choć w jej głowie ciągle tworzyły się nowe plany. Przeraźliwie się bała, że jej dawny wspólnik nagle zmieni zdanie i wypapla, że to ona go wynajęła. Najbardziej bała się tego, że tragi do więzienia.

- Wydaje mi się, że przesadzasz. – burknęła Eleanor wydymając usta.

- Przesadzam? Jeszcze parę dni temu widywaliśmy się prawie codziennie, sypialiśmy ze sobą i mnóstwo gadaliśmy. A teraz, kiedy wróciła ta Ana, nagle przestał się ze mną kontaktować. – powiedziała Perrie zakładając ręce na piersiach. –Nie mogę w to uwierzyć, że po tym wszystkim, on i tak wybrał ją.

Eleanor wywróciła oczami, rzuciła pisemko na stolik i z gracją podniosła się na równe nogi, jednocześnie wygładzając spódnicę. Wolnym krokiem podeszła do Perrie, uśmiechając się wyzywająco. Blondynka odruchowo zrobiła krok w tył, niespodziewanie czując niepokój.

- Mam pewien pomysł, który chcę zrealizować już od dawna. – wymruczała do Perrie. – Chcesz odzyskać Zayn’a, prawda?

- Tak, ale nie chcę, żeby przez to stała się komuś krzywda.

- Głupiutka. – zaśmiała się Eleanor przejeżdżając paznokciem po policzku przyjaciółki. – Niczym się nie przejmuj skarbie, ja wszystko załatwię. W niedługim czasie odzyskasz swojego kochasia.

Perrie głośno przełknęła ślinę, nie mając pojęcia, co chodzi jej po głowie. Bała się, że znowu ucierpi ktoś niewinny, a tego nie chciała. To byłoby okrutne.



* * *

- Cześć mamo. – powiedziałam cicho do słuchawki, jednocześnie siadając na schodach przed domem. – Co u ciebie słychać?

- Ana, słonko! – usłyszałam jej troskliwy głos. – Ostatni raz dzwoniłaś do mnie z lotniska. Skarbie, tak się o ciebie martwiłam!

- Wiem mamuś. Przepraszam. – mruknęłam mimowolnie uśmiechając się delikatnie. – No, ale co u ciebie?

- Och, od twojego wyjazdu nic się nie zmieniło. Ostatnio tylko trochę osłabiona jestem, przez jakieś choróbsko, nic poważnego. – powiedziała ciepło. -  Ale opowiadaj, co w tym Londynie się dzieje. Jak się mają sprawy, które chciałaś załatwić?

- W porządku. Ślub Sary i Louis’a już tuż tuż, załatwiamy jeszcze tylko jakieś drobiazgi. A Zayn… - urwałam, czując kłucie w sercu. – Zayn nie odejdzie z zespołu. – zakończyłam szybko.

Mama milczała przez dłuższą chwilę, jakby zastanawiała się nad tym, co powiedziałam. Z nerwów zaczęłam przygryzać opuszkę kciuka. Zawsze tak robiła, gdy byłam mała.

- Skarbie, co się dzieje?- spytała nagle. - Słyszę po twoim głosie, że jesteś zdenerwowana. Pokłóciliście się?

- Nie mamo. – wymamrotałam. – To trochę bardziej skomplikowane.

- Skomplikowane, ale, w jakim sensie? – spytała mama.

- Innym razem ci to wyjaśnię. Muszę już kończyć. – burknęłam. – Kocham cię mamo. – dodałam cicho, ze smutkiem.

- Och Ana. Ja ciebie też kocham. – szepnęła mama zdławionym głosem. – Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy.

- Ja też. – powiedziałam i rozłączyłam się.

Przymknęłam powieki i przycisnęłam telefon do piersi, oddychając głęboko. Dlaczego mama musi mieć taką intuicję i nawet będąc setki kilometrów ode mnie, wie, że coś jest nie tak. Chciałabym móc się teraz do niej przytulić.

W tym momencie usłyszałam za sobą cichy trzask zamykanych drzwi. Spojrzałam przez ramię i zobaczyłam za sobą Niall’a. Blondynek uśmiechnął się delikatnie i bez słowa usiadł obok mnie. 

- Co tutaj robisz? – spytał obejmując mnie ramieniem.- Rozmawiałaś z mamą?

- Też. – powiedziałam cicho. – Ale głównie ukrywam się przed Zayn’em. – wymamrotałam opierają na nim głowę.

- Dlaczego?

Pokręciłam głową, niespodziewanie czując napływające do oczu łzy. Poczułam ucisk w gardle, kiedy w mojej głowie pojawił się obraz Zayn’a i Perrie razem. Niall chyba wyczuł, że coś jest ze mną nie tak, bo przytulił mnie mocniej do siebie, szepcąc pod nosem uspokajające słowa.

- On spotykał się z Perrie, kiedy mnie nie było. – szepnęłam. – Sypiali ze sobą. Widziałam na jego telefonie wiadomości od niej, z podziękowaniami za cudowne noce. Wydaje mi się, że byliby teraz razem, gdybym nie wróciła. Zayn zostawił ją właśnie dlatego, że wróciłam. – mówiłam cicho, zaciskając mocno powieki. – Niall, wiecie może, czy Zayn znikał gdzieś w nocy? Chcę wiedzieć, czy to, co pisała Perrie jest prawdą. Łudzę się, że może po prostu ona nie chce dać mu spokoju i wysyła mu te wszystkie wiadomości, żeby go zdenerwować. Sama już nie wiem, co mam myśleć.

- Nie chcę ci sprawiać bólu Ana, bo jesteś mi bliska jak siostra, ale tak. Kiedy zorientowaliśmy się, co się stało, on przez kilka dni w ogóle nie wychodził z pokoju, nic nie jadł i nie pił.. On naprawdę mocno przeżył to, że wyjechałaś. Później nagle zaczął wychodzić. Często się zdarzało, że Zayn wychodził „potajemnie” w nocy i wracał nad ranem, albo po południu, żebyśmy myśleli, że rano wyszedł na przykład na spacer. Myśleliśmy, że wychodził do baru, opić się. Ale jak teraz się tak zastanowić, to może faktycznie wychodził spotkać się z Perrie.

Załkałam cicho, żałośnie, czując jak wszystkie wnętrzności skręcają się z bólu. Niall przycisnął mnie mocniej do siebie, jakby próbował chronić mnie przed tym całym cierpieniem. Schowałam twarz w jego szyi, obejmując go mocno. Cieszyłam się, że w tym momencie mam go obok siebie. Niall to wspaniały chłopak.

- Nie mam o to do niego pretensji, nie mam prawa. Ale boli mnie, że nic mi nie powiedział. Czuję się oszukana. – powiedziałam drżącym głosem.

- Powinniście ze sobą poważnie porozmawiać. – oznajmił Niall.

- Nie teraz. – mruknęłam prostując się i przecierając oczy. – Są ważniejsze sprawy. Ślub i w ogóle.

- Nie chodzi tylko o Zayn’a, prawda? – spytał. – Harry też ma coś z tym wszystkim wspólnego? Mam wrażenie, że unikacie się jak ognia.

Schowałam twarz w dłoniach, przypominając sobie, jak Harry kilka dni temu odtrącił moją przyjaźń, bo ona sprawia mu ból. Od tamtej pory, unikamy się, jak tylko możemy, choć wciąż bardzo często na siebie wpadamy. Kiedy widzę jego smutny wyraz twarzy, te wielkie, jakby przestraszone oczy, czuję jak coś we mnie pęka. Nie potrafię tego nawet dokładnie określić.

- Ana?

- On nie chce mieć ze mną nic wspólnego. – powiedziałam zerkając na niego.- Uważa, że gdybyśmy się przyjaźnili, ranilibyśmy się nawzajem. Że w ogóle moja obecność sprawia mu ból, a właściwie świadomość, że, mimo iż wciąż mnie kocha, nie możemy być znowu razem. Ale ja go potrzebuję. – szepnęłam z mocą. – Harry jest dla mnie cholernie ważny. Jak wy wszyscy. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby go teraz nie być w moim życiu. Ale on nie chce. Nie chcę go do niczego zmuszać. Szanuję jego decyzję.

- Boli cię to, no nie? – spytał ściskając moją dłoń. - Wciąż go kochasz?

Odwróciłam się w stronę Niall’a  i spojrzałam mu prosto w oczy, jednocześnie uśmiechając się lekko, z wahaniem.

- Nigdy nie przestanę go kochać. – powiedziałam szczerze. – Harry był moim pierwszym chłopakiem na poważnie. Byliśmy ze sobą dwa lata, które były najlepszymi w moim życiu. To dla mnie wiele znaczy, pomimo, że nasz związek nie zakończył się najlepiej. Nie mam do niego o nic żalu. Cieszę się, że stanął na mojej drodze, że mogłam go poznać i spędzić z nim tyle szczęśliwych chwil.

Niall uśmiechnął się ciepło i przytulił mnie mocno, kiedy z mojego gardła mimowolnie wyrwał się cichy szloch. Przytulał mnie, szeptają uspokajające słowa, dopóty, dopóki całkiem nie doszłam do siebie.


* * *
Odsunąłem się od drzwi, czując, że serce wali mi oszalałe po tym, co przed chwilą usłyszałem. Żołądek ściskał mi się z bólu, a w oczach zbierały się łzy, nad którymi nie mogłem zapanować. Nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą dotarło do moich uszu.

Miałem właśnie zamiar wyjść na długi spacer, żeby pomyśleć i odreagować. Dotarłem do drzwi i już prawie je otworzyłem, kiedy nagle usłyszałem dwa głosy: Any i Niall’a. W pierwszej chwili chciałem wrócić do siebie, jednak ciekawość wzięła górę i przyłożyłem ucho do drzwi, żeby lepiej słyszeć.

Moje serce krwawiło, kiedy słyszałem zapłakany głos dziewczyny. Źle mi było z tym, że nie mogłem wyjść i jej przytulić, pocieszyć. Ale dzięki Bogu, teraz obok niej był Niall i zrobił to za mnie. Dobry z niego przyjaciel. Cieszę się, że jest z nami ktoś taki.

Kiedy usłyszałem, co Zayn robił z Perrie, z dziewczyną, której rzekomo nie znosił, ogarnęła mnie złość. Do tego wszystkiego nie przyznał się Anie do tego. Czy on na serio myślał, że to któregoś dnia się nie wyda? W porządku, sam byłem kiedyś nie lepszy, ale on mógłby się uczyć na moich błędach, skoro wie, jak moje zachowanie bolało Anę.

Kiedy po chwili usłyszałem, jak temat schodzi na mnie i Anę oraz na to, że się unikamy, poczułem, jak kolana się pode mną uginają. Musiałem bardzo się postarać, żeby się nie wywrócić.

To wtedy, kiedy Ana powiedziała, jak bardzo jej na mnie zależy, do moich oczu napłynęły łzy. Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. W pierwszej chwili chciałem wyjść do niej i uściskać ją z całej siły. Po kilku sekundach jednak zdałem sobie sprawę, że to nie ma najmniejszego sensu. To, że Anie na mnie zależy, nie znaczy, że znowu będzie chciała ze mną być.

Przez dłuższą chwilę nie mogłem złapać oddechu. Na drżących nogach wycofałem się w głąb domu, a po kilkunastu sekundach, słysząc dźwięk otwieranych drzwi, szybko pobiegłem do kuchni i próbowałem skupić się na robieniu herbaty.

Zamarłem, kiedy podłoga za mną skrzypnęła. W duchu mając nadzieję, że wyglądam normalnie, zerknąłem przez ramię, żeby sprawdzić, kto wszedł do kuchni. Serce omal nie wyskoczyło mi z piersi, kiedy zobaczyłem Anę, idącą w moim kierunku.

Odwróciłem się gwałtownie i całą uwagę skupiłem na kubku. Wlałem do niego kawę, wrzuciłem kostkę cukru i pomieszałem energicznie. Kątem oka widziałem, jak Ana bierze swój ulubiony, czerwony kubek i również nalewa do niego kawy. Przełknąłem głośno ślinę i upiłem spory łyk napoju. Wyplułem wszystko, co miałem w buzi, kiedy poczułem obrzydliwy smak.

- Wszystko w porządku? – spytała Ana, zaniepokojona i rozbawione jednocześnie.

- Wlałem do kubka kawę i herbatę jednocześnie. – powiedziałem, próbując się roześmiać, ale kiepsko to wyszło.

Ana uśmiechnęłam się lekko, ze smutkiem. Poklepała mnie delikatnie po dłoni, a następnie wzięła swój kubek i wyszła z kuchni. Jęknąłem cicho i odwróciłem się, żeby zobaczyć ją raz jeszcze. Teraz miałem wrażenie, że to co usłyszałem, było tylko snem. Cudownym, a zarazem bardzo bolesnym snem. 



______________________________________
Cieszę się, że mimo iż rozpoczęła się już szkoła, udało mi się napisać ten rozdział. Mam nadzieję, że was nim nie rozczarowałam.
Powoli zbliżamy się do końca opowiadania, jeszcze tylko kilka rozdziałów. Pewnie niektórzy się ucieszą, bo gdy zakończę to opowiadanie, od razu dodam pierwszy rozdział drugiej części Nathan Knight Story, który właściwie już mam napisany. 
Jak po pierwszym dniu w szkole? ;D
Pozdrawiam
@Twinkleineye 

7 komentarzy:

  1. Rozdział świetny, jak zawsze :) W szkole ok, mam nadzieję, że u Ciebie też xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Słodki *.* Mam nadzieję, że wzystko sobie wytłumaczy z Zaynem i będzie ok, a bohaterka nie będzie musiała wracać do mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się cieszę z tego rozdziału,a z drugiej strony jest mi smutno bo za niedługo koniec..jestem bardzo dziwną osobą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu? Czemu? I jeszcze raz czemu?! Czemu Ty mi to robisz? Powinnam czytać Twoje opowiadania dopiero wtedy kiedy już je skończysz, bo zawsze zżera mnie ciekawość i nie mogę myśleć o niczym innym! Za to właśnie uwielbiam Twoje opowiadania! Smutno mi, że kończysz tutaj, ale nie mogę posiąść się z radości, że będziesz kontynuowała moje ulubione z ulubionych opowiadań o Nathanie. Jak zwykle jestem rozdarta :(
    Wracając do rozdziału. Już znudziło mi się pisanie cały czas 'wspaniały', 'świetny', 'super', 'genialny', itp. To jest takie monotonne :( W tym momencie należę do Harry's Team :D Uwielbiałam zarówno Zayn'a i Ann jak i Harry'ego oraz Ann. Z obojgiem Ann tworzyła świetną parę, ale myślę, że Harry jest silniejszy w swoich uczuciach. Może się mylę, ale taka jest po prostu moja opinia na ten temat ;)

    Czekam na następny i życzę weny na dalsze rozdziały i opowiadania ;)

    Pozdrawiam
    Ola :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny blog! Opowiadanie świetne, fabuła i wgl. Piszesz super :) Pozdrawiam i życzę dużo weny ;*
    Kisess,
    Marta

    PS: Jak będziesz miała chwilkę to zapraszam do mnie- waiting-for-a-girl-like-you.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Sory za spam, jeśli nie chcesz wejść po prostu usuń mój komentarz. No bo kto lubi spam?

    Treść:
    Siedemnastoletnia Daisy ma powody do radości: właśnie zdała egzaminy, a Will, obiekt westchnień większości dziewczyn w szkole, jest zainteresowany właśnie nią.
    Ale dziwna bransoletka znaleziona na brzegu Tamizy wszystko zmienia. Bo za sprawą tego niezwykłego przedmiotu Daisy spotyka Harry'ego – uwięzionego pomiędzy życiem a śmiercią pięknego chłopaka, w którym zakocha się bez pamięci. Lecz im głębsze uczucie ich łączy, tym częściej Daisy zaczyna wątpić, czy Harry mówi jej prawdę. Zwłaszcza gdy odkryje coś, co przeczy jego słowom i wzbudza w niej lęk. I każe zadać pytanie, czego naprawdę chce jej widmowy ukochany…

    Adres: http://love-comes-with-time-story.blogspot.com

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Twoje opowiadanie, tylko szkoda, że już je kończysz :( Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, mam nadzieję, że dodasz go szybko :D

    OdpowiedzUsuń